Trudno uzasadnić tak istotne zwiększenie deficytu budżetu państwa w 2016 r.

Jakub Sawulski, Piotr Lewandowski

 

7 września 2015 r. Rada Ministrów zatwierdziła projekt budżetu państwa na przyszły rok. Według założeń dochody budżetu państwa w 2016 r. wyniosą 296,9 mld zł, wydatki 351,5 mld zł, a to  oznacza deficyt maksymalnie 54,6 mld zł. W stosunku do planu na rok 2015 dochody budżetowe pozostaną zatem na zbliżonym poziomie, istotnie natomiast  wzrosną wydatki budżetu (o 8,2 mld zł), co  spowoduje wzrost deficytu o 8,5 mld zł.

 

Znaczący wzrost planowanego deficytu budżetowego można odczytywać na dwa sposoby. Z jednej strony niewykluczone, że deficyt ten okaże się przeszacowany, podobnie jak było w roku 2014, kiedy wykonanie deficytu było aż o 18,5 mld zł niższe od planu. Taką interpretację sugeruje nam komentarz ministra finansów Mateusza Szczurka w radiowej Jedynce, że przyjęty limit deficytu budżetowego nie oznacza, iż deficyt rzeczywiście tyle wyniesie. Z drugiej strony, istotny wzrost wydatków publicznych oraz zbliżające się wybory parlamentarne sugerują, że jest to budżet „wyborczy” a deficyt faktycznie wzrośnie. Ta interpretacja nasuwa się po wysłuchaniu wypowiedzi ministra Szczurka na  konferencji prasowej po spotkaniu Rady Ministrów, na której wymieniał on cele, na jakie będą przeznaczone dodatkowe środki publiczne, m.in.: odmrożenie płac w budżetówce – 2 mld zł, jednorazowe dodatki dla emerytów, rencistów i osób pobierających świadczenia przedemerytalne – 1,4 mld zł, nowe i wyższe świadczenia rodzinne – 1 mld zł, restrukturyzacja górnictwa – 0,9 mld zł.

 

Trudno uzasadnić tak istotne zwiększenie deficytu budżetu państwa

Warto zwrócić uwagę, że w stosunku do wykonania budżetu  za rok 2014 (deficyt w wysokości 29,0 mld zł) dziura w budżecie państwa w 2016 r. wzrośnie aż o 88%. Trudno uzasadnić tak istotne zwiększenie deficytu. Prognozy gospodarcze na 2016 rok są dobre – rząd założył, że wzrost gospodarczy wyniesie 3,8% PKB, stopa bezrobocia spadnie poniżej 10%, a gospodarka wydostanie się z deflacji, która negatywnie wpływa na dochody budżetu. W tej sytuacji należałoby spodziewać się obniżenia deficytu budżetowego i prowadzenia bardziej neutralnej polityki fiskalnej. Tymczasem wydaje się, że wprowadzone w ostatnich latach zmiany w systemie emerytalnym, obniżenie relacji długu publicznego do PKB poniżej progu 50% oraz zdjęcie przez Komisję Europejską procedury nadmiernego deficytu spowodowało, że rząd postanowił bardziej swobodnie podejść do kreowania polityki w obszarze finansów publicznych. Zwłaszcza w roku wyborczym. Wyższy deficyt może służyć zwiększeniu bodźców do pracy lub inwestycji, ale ten zaplanowany na 2016 rok prawdopodobnie nie przyniesie takich rezultatów. Po zapowiedziach ministra Szczurka można wnioskować, że jednym z jego celów będzie doraźne zwiększenie transferów.

 

Odmrożenie – po sześciu latach – wynagrodzeń w sektorze publicznym jest w pewnym stopniu uzasadnione, jednak dokonanie tego w roku wyborczym wydaje się nastawione na realizację celów politycznych. Podobnie polityczno-wyborczy charakter ma uwzględnienie w projekcie budżetu 0,9 mld zł na restrukturyzację górnictwa. Środki w podobnej kwocie przekazywane są na ten cel co roku, a do rozwiązania problemu się nie przybliżamy. Strumień środków publicznych płynących do tego sektora pozostaje szeroki, z tendencją do zwiększania się w okresie  przedwyborczym. Podobne wrażenie sprawia wprowadzenie jednorazowych dodatków emerytalnych. Działanie takie nie ma uzasadnienia społeczno-ekonomicznego, gdyż wbrew opinii publicznej emeryci nie stanowią najuboższej grupy społecznej w Polsce, do której powinny być adresowane świadczenia ad hoc. Według danych GUS za 2014 r. przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny w gospodarstwach domowych emerytów wynosił 1458 zł i był wyższy niż średnia dla wszystkich gospodarstw domowych w Polsce (1340 zł). W tegorocznym raporcie na temat ubóstwa w Polsce wskazywaliśmy, że tylko osoby pracujące mają niższe ryzyko ubóstwa niż emeryci [1]. Emeryci stanowią jednak ważną grupę wyborców – czy jednorazowe świadczenia wpłyną na ich sympatie polityczne przed październikowymi wyborami?

 

Pozytywnie oceniamy jednak wzrost wydatków na politykę rodzinną

Na tle krajów Unii Europejskiej, Polska nadal na ten cel wydaje mało (0,8% PKB wobec 2,2% w państwach UE – według najnowszych dostępnych danych Eurostatu z 2012 r.). Najnowsze zmiany obejmują wprowadzenie świadczeń rodzicielskich w wysokości 1000 zł dla osób dotychczas nieuprawnionych do zasiłku macierzyńskiego (pracujących na umowach cywilnoprawnych, bezrobotnych i studentów), oraz realizację tzw. mechanizmu „złotówka za złotówkę”, co powinno pomóc w racjonalizacji wydatków na świadczenia rodzinne. Minister Szczurek na wspomnianej wyżej konferencji odnotował także, że projekt budżetu przewiduje wzrost wydatków na naukę o 4% w stosunku do 2015 roku. To dobrze, ale w praktyce oznacza , że wydatki na naukę wzrosną w tempie PKB (rząd przyjął 3,8%). W efekcie nakłady publiczne na B+R jako odsetek PKB prawdopodobnie pozostaną bez zmian i na niskim poziomie w porównaniu z innymi państwami UE (0,48% wobec 0,72% w UE28 w 2013 r.).

 

Coraz mniej prawdopodobne są zmiany w systemie podatkowym

Rosnące wydatki budżetu i wysoki deficyt w 2016 r. sprawiają, że coraz mniej prawdopodobne są zmiany w systemie podatkowym, zarówno powrót do podstawowej stawki VAT w wysokości 22%, jak i naszym zdaniem pożądane z punktu widzenia rynku pracy obniżenie opodatkowania osób mało zarabiających [2]. Według zapowiedzi ministra Szczurka dochody podatkowe wzrosną w 2016 roku o 4%, czyli w tempie przewidywanego wzrostu gospodarczego (3,8%), co oznacza, że jako odsetek PKB się nie zmienią. Obniżenie stawki VAT, podniesienie kosztu uzyskania przychodu czy kwoty wolnej w podatku PIT oznaczałoby spadek dochodów podatkowych o kilka/kilkanaście miliardów złotych. Im więcej nowych wydatków w budżecie i im większy deficyt, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że możliwe będzie wprowadzenie którejkolwiek z tych zmian bez ryzyka destabilizacji finansów publicznych lub konieczności podniesienia innych podatków.

 

[1]  Ubóstwo pracujących w Polsce – diagnoza i propozycje rozwiązań

[2]  Fikcja zatrudniania w Polsce – propozycje wyjścia z impasu

Piotr Lewandowski

Piotr_Lewandowski_1

Absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, w latach 2005-2010 pracownik Katedry Ekonomii I SGH. W przeszłości współpracownik Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej oraz UNDP Polska. Jeden z fundatorów Instytutu Badań Strukturalnych. W latach 2006-2009 przewodniczący Rady Fundacji IBS, później główny ekonomista, a od 2013 roku Prezes Zarządu IBS. W lipcu 2016 roku dołączył do sieci IZA Research Fellows.

 

W pracy badawczej zajmuje się ekonomią rynku pracy (w szczególności instytucjami rynku pracy, segmentacją rynku pracy i wpływem technologii na zatrudnienie), emeryturami i zabezpieczeniem społecznym, analizą gospodarek krajów transformacji, modelowaniem makro- i mikroekonomicznym społecznych i zatrudnieniowych efektów polityki klimatycznej i energetycznej.

 

Prywatnie twórca i redaktor webzine'u muzycznego PopUp (www.popupmusic.pl). Hobbystycznie zajmuje się fotografią, pływaniem i jazdą na rowerze. Kibic rugby i tenisa.

Jakub Sawulski

Jakub_Sawulski_2

Doktor nauk ekonomicznych. Pracownik Katedry Finansów Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Wykłada m.in. finanse publiczne, system podatkowy oraz podstawy finansów. Wcześniej pracował w dziale audytu Deloitte Polska. Jest w trakcie zdobywania uprawnień biegłego rewidenta.

 

W pracy badawczej zajmuje się obszarem finansów publicznych (w szczególności kierunkami wydatkowania środków publicznych oraz analizą systemów podatkowych i systemów emerytalnych), a także polityką energetyczną i polityką innowacyjną państwa.

 

Interesuje się piłką nożną, polityką i ekonomią. Lubi podróże i jazdę na nartach.