Oscar dla klimatu

April 3 2026
Film bez spełnienia określonych przez Akademię standardów reprezentacji mniejszości nie ma szans na nominację do Oscara. A jednak w kwestii klimatu kino wciąż zachowuje się tak, jakby kryzys klimatyczny był co najwyżej rekwizytem. Dlaczego nie potrafimy przyznać, że równie istotne co skład ekipy jest to, jak film opowiada o kryzysie, który wszystkich dotyka?

Kultura masowa to ważny element kształtowania naszych postaw. Mechanizm ten zdaje się jednak nie działać w przypadku kryzysu klimatycznego. Dotychczas Hollywood i światowe kino dość rzadko podejmowało temat klimatu. W analizie 250 najpopularniejszych filmów ostatniej dekady stwierdzono, że tylko 12,8% w ogóle nawiązuje do globalnego ocieplenia, a zaledwie 3,6% czyni to więcej niż w jednej scenie. To pomijanie wątków klimatycznych jest zastanawiające. Szczególnie w czasach, gdy realne skutki zmian klimatu coraz mocniej wpływają na nasze życie. Branża filmowa, a szczególnie jej mainstream, ma zatem sporo do nadrobienia, jeśli chodzi o odzwierciedlenie rzeczywistości i promowanie pozytywnych wzorców.

Od lokowania produktu do lokowania klimatu

Jednym z pomysłów na dekarbonizację narracji filmowych jest koncepcja climate placement, wzorowana na klasycznym lokowaniu produktu (product placement). Od lat marki płacą za eksponowanie swoich produktów w filmach. Bohater pije ulubiony napój albo jeździ konkretnym autem, co ma subtelnie wpływać na widza. Climate placement proponuje podobny mechanizm, lecz w służbie klimatu. Zamiast promować napoje czy gadżety, film mógłby promować rozwiązania przyjazne środowisku.

Taka strategia „lokowania klimatu” sprawia, że widzowie oswajają się z zachowaniami i wartościami przy okazji śledzenia ulubionych historii. Badania nad komunikacją klimatyczną wskazują, że odpowiednio poprowadzona narracja potrafi bardziej zaangażować emocjonalnie i przekonać odbiorców niż suche fakty czy alarmistyczne komunikaty. Dobrze napisana opowieść może uniknąć zjawiska znużenia i przytłoczenia widza negatywnymi informacjami. Zamiast apokaliptycznej wizji bez nadziei, która często paraliżuje i zniechęca, coraz częściej podkreśla się potrzebę fabuł dających poczucie sprawczości. Filmowe historie powinny nie tylko przestrzegać przed skutkami katastrofy, ale także pokazywać rozwiązania.

Co ważne, takie wątki da się wpleść subtelnie, nie psując warstwy rozrywkowej. Nie chodzi by zamieniać film w manifest. Dalej pozostaje w nim rozrywka, emocje i wiarygodni bohaterowie, a proekologiczne treści mają wzbogacać, a nie przytłaczać widza. Na szczęście, podobnie jak w przypadku lokowania produktu, odpowiednio napisany scenariusz potrafi uczynić z ekologicznych motywów naturalny element świata przedstawionego. W efekcie proekologiczne wybory stają się dla publiczności czymś zwyczajnym i atrakcyjnym.

Ekologiczna produkcja za publiczne pieniądze

Drugim filarem dekarbonizacji kina jest zielona transformacja procesu produkcji filmowej. Wielkie produkcje filmowe potrafią generować ogromny ślad węglowy. Dlatego coraz więcej instytucji wprowadza standardy zrównoważonej produkcji. W Niemczech od lipca 2023 r. wszystkie filmy i seriale dotowane publicznie muszą spełniać nowe ekologiczne wymogi. Podobne inicjatywy pojawiają się w całej Europie, od certyfikatów green filming we Włoszech, przez zielone punkty przy ocenianiu wniosków o dofinansowanie w Belgii, po poradniki ekologicznego filmowania w krajach skandynawskich. To sygnał, że publiczne fundusze coraz częściej warunkują wsparcie od dbałości o klimat.

W praktyce oznacza to np. planowanie produkcji tak, by zminimalizować emisje. Może to być wybór lokalizacji blisko siebie, korzystanie z odnawialnych źródeł energii na planie, recykling scenografii i kostiumów, ograniczenie plastiku i odpadów, kompensacja emisji CO₂ tam, gdzie nie da się ich uniknąć. Istnieją już kalkulatory śladu węglowego produkcji filmowej, a branżowe inicjatywy certyfikują produkcje neutralne klimatycznie.

„Cenzura” czy odpowiedzialność?

Wytyczne proklimatyczne nie oznaczają oczywiście, że film ma być agitką. Chodzi o ustalenie pewnych standardów i zachęt. Akademia Filmowa już wprowadziła standardy różnorodności (DEI). By ubiegać się o nominację na Najlepszy Film, produkcja musi spełnić dwa z czterech kryteriów dotyczących m.in. reprezentacji kobiet, mniejszości etnicznych, osób LGBT+ i z niepełnosprawnościami na ekranie i w ekipie. Ta decyzja wywołała dyskusje, a niektórzy oburzali się na „polityczną poprawność” i „zamach na sztukę”. Ale czy bez takich wymogów Hollywood samo z siebie zadbałoby o inkluzywność? Historia pokazuje, że nie. Podobnie w przypadku klimatu. Jeżeli przemysł filmowy nie zmienia kursu, to potrzebna jest mądra presja instytucji.

Pomysł, by instytucje przyznające nagrody filmowe czy fundujące produkcję wymagały spełnienia “wytycznych”, niezależnie czy dotyczą one klimatu, czy np. reprezentowania mniejszości, często spotyka się z krytyką. Pada argument, że to ingerencja w wolność artystyczną i rodzaj cenzury. Warto jednak zauważyć, że filmowcy na co dzień akceptują rozmaite wpływy zewnętrzne, zwłaszcza gdy idzie za tym finansowanie. Prywatni sponsorzy czy partnerzy lokowania produktu potrafią wymusić na scenariuszu obecność swoich marek, a twórcy często się na to godzą i nie towarzyszy temu żadna dyskusja publiczna.

Należy też podkreślić, że standardy (np. DEI) można osiągnąć na etapie produkcji, angażując w ten proces więcej osób reprezentujących mniejszości, bez konieczności zamiany warstwy narracyjnej filmu.

Już 15 grudnia poznamy skróconą listę kandydatów do Oscara w kategorii filmu międzynarodowego. Gorączka nagród to doskonały moment, by zadać pytanie: czy przemysł filmowy nadąża za zmieniającym się światem? To pytanie powinno dotyczyć również zmian klimatu i ich opisywania. Potrzebujemy kina, które jest świadome wpływu na klimat, zarówno w warstwie opowieści, jak i procesu produkcji. Chodzi o to, by filmy, zwłaszcza te powstające za publiczne pieniądze lub aspirujące do fundowanych z publicznych pieniędzy nagród, wspierały ochronę klimatu nie tylko „ograniczeniem śladu węglowego”, ale również przekazem.


Artykuł Jakuba Sokołowskiego ukazał się na portalu Rzeczpospolitej pt.: “Jakub Sokołowski: Hollywood zachowuje się, jakby kryzys klimatyczny nie istniał”

authors IBS:
Jakub Sokołowski
ekonomista
see more
authors:
Newsletter
We value your privacy
Cookie settings
Some cookies are necessary for the proper operation of our site. We also encourage you to agree to the use of analytical tool cookies. They allow us to continuously improve the site. You can find more information in the Privacy Policy. More.
Customize Reject all Accept all
Cookie settings
Customize settings
"Necessary" cookies are required for the operation of the site. Consent to the other categories, will help us improve the operation of the site. Third-party companies, such as: Google, also store cookies. For more information: data use and privacy. Cookies set by Google for logged in users.
Necessary cookies are required for the proper operation of the site.
Store the data of analytical tools such as: Google Analytics.
They store data related to the ad function.
Allows user data related to advertisements to be sent to Google

There is no cookies.

Allows personalized ads to be displayed

There is no cookies.

Save settings Accept all
Cookie settings
Skip to content