Czy wciąż definiuje nas pochodzenie, czy teraz już grupa znajomych na socjalach?

3 stycznia 2023
Wydawałoby się, że w XXI wieku wspinanie się po drabinie społecznej, dzięki politykom edukacyjnym i równościowym staje się łatwiejsze. Nic na to jednak nie wskazuje. Jak temu zaradzić? Panaceum mogą okazać się przyjaźnie z dzieciństwa.

Przy ciągłym wzroście gospodarczym, każde kolejne pokolenie oczekuje, że będzie bardziej zamożne niż poprzednie. Liczy się jednak nie tylko tempo wzrostu gospodarczego, ale też sposób dystrybucji jego plonów w społeczeństwie. A ten nie jest proporcjonalny. Rosnące nierówności dochodowe mogą sprawić, że nasza pozycja ekonomiczna i osiągnięcia życiowe będą silnie uzależnione od pozycji naszych rodziców. Wysiłek i ciężka praca będzie tym samym odgrywać proporcjonalnie mniejszą rolę. Porównań pomiędzy pozycją ekonomiczną lub społeczną rodziców i ich dorosłych dzieci dokonuje się w ramach badań mobilności międzypokoleniowej. Wzrost tej mobilności oznacza osłabienie związku pomiędzy pochodzeniem rodzinnym a pozycją społeczną osiąganą w dorosłości. Wraz ze zmianami społecznymi, jakie przyniosła rewolucja komunikacyjna i wpływ social mediów ujawniły się nowe czynniki wpływające na nasze losy. Najnowsze badania pokazują, jakie znaczenie dla przyszłych sukcesów mogą mieć inne bliskie osoby

Wybudzenie z amerykańskiego snu

Najwięcej badań mobilności międzypokoleniowej dotyczy Stanów Zjednoczonych. Po Drugiej Wojnie Światowej, powstawanie nowych miejsc dla specjalistów pozwoliło tam wielu osobom z klasy robotniczej osiągać satysfakcjonującą pozycję ekonomiczną. Tym samym, przez dziesięciolecia większość Amerykanów zarabiała więcej niż ich rodzice i była w stanie szybko wspinać się po drabinie społecznej. Przekonanie, że wysiłek i ciężka praca prowadzą do wyższego standardu życia, było ważną częścią „amerykańskiego snu”. Kolejne pokolenia oczekiwały, że będzie im się wiodło lepiej niż ich rodzicom lub, przynajmniej, że będą miały na to duże szanse. Jest jednak coraz więcej dowodów na to, że w „krainie możliwości” szanse na tę spokojną wspinaczkę ku rosnącej zamożności znacznie spadają. Z badaniami nierówności dochodowych i mobilności międzypokoleniowej powszechnie kojarzony jest Raj Chetty, jeden z najczęściej cytowanych młodych ekonomistów. Jego prace wskazują, że urodzeni w USA w latach 40., mieli 90% szans na zarabianie więcej niż ich rodzice. Od tego czasu mobilność spadała. Pokolenie dzieci urodzonych w latach 80. miało już tylko 50% szans na zarobki wyższe od zarobków ich rodziców.

Co poszło nie tak?

Dlaczego wskaźniki mobilności międzypokoleniowej spadły w USA tak gwałtownie w ciągu ostatniego pół wieku? Odpowiadają za to głównie dwa czynniki – niższe tempo wzrostu PKB i większe nierówności w dystrybucji jego plonów. Badacze stwierdzają, że mobilność międzypokoleniowa spadła przede wszystkim z powodu pogłębiających się w społeczeństwie nierówności, a nie przez spadek tempa rozwoju gospodarki. Intuicyjnie, jeśli duża część PKB trafia do niewielkiej części rodzin o wysokich dochodach, to są one w stanie zainwestować więcej np. w naukę swoich dzieci i tym samym zwiększyć ich przewagę nad tymi z mniej zamożnych środowisk.  

Wzrost gospodarczy nadal jest istotny. Jednak w państwach wysoko rozwiniętych, gdzie nie oczekujemy, że będzie on szczególnie wysoki, nierówny podział bogactwa nabiera większego znaczenia w spadku mobilności międzypokoleniowej. Można sobie wyobrazić, że przy rosnących nierównościach dochodowych szczeble na drabinie możliwości oddalają się od siebie i trudniej jest się po niej wspinać. Spadająca mobilność międzypokoleniowa to zła wiadomość. Brak perspektyw dla osób z mniej uprzywilejowanych środowisk może prowadzić do niezadowolenia w społeczeństwie i stanowić, m.in., silny bodziec dla ruchów populistycznych.

Jeśli nie pochodzenie, to co?

Nasza sieć społeczna niewątpliwie kształtuje nasze wyniki ekonomiczne, jednak jakikolwiek pomiar powiązań międzyludzkich stanowi duże wyzwanie. Badacze z Uniwersytetu Harvarda pod kierownictwem Raja Chetty’ego wzięli na warsztat największy dotychczas zbiór danych o kapitale społecznym oparty o 21 miliardów znajomości między użytkownikami Facebooka. W badaniu jedną z miar kapitału społecznego są przyjaźnie z dzieciństwa między osobami o wysokim i niskim statusie społeczno-ekonomicznym. Okazuje się, że dzieci z ubogich rodzin zarabiają znacznie więcej jako dorośli, jeśli mają przyjaciół z bogatszych rodzin. Co ważne, dzieci zawierają przyjaźnie wcześniej niż osiągają jakiekolwiek dochody, dlatego można wnioskować, że to znajomości prowadzą do mobilności ekonomicznej, a nie odwrotnie. To znaczy, że takie przyjaźnie wpływają na mobilność ekonomiczną w dorosłości. Dlaczego? Autorzy przypuszczają, że powiązanie z osobami o wyższej pozycji społecznej może wpływać na aspiracje i dostęp do lepszych miejsc pracy dla osób mniej uprzywilejowanych. Wynika z tego, że dorastanie w społeczności zróżnicowanej pod względem zamożności może poprawiać szanse dzieci i przyczyniać się do wzrostu mobilności międzypokoleniowej.

To, że osoby z bliskiego otoczenia mogą istotnie kształtować nasze szanse na sukces nie jest niczym zaskakującym. Najważniejszym wnioskiem z badania jest to, że na poziomie lokalnych społeczności te powiązania między-klasowe zwiększają mobilność społeczną bardziej niż cokolwiek innego. Są więc ważniejsze niż segregacja rasowa, nierówności ekonomiczne, poziom wykształcenia, czy struktura rodziny. Dowody na tę silną zależność są na razie dostępne tylko dla Stanów Zjednoczonych. Niosą jednak bardzo istotne przesłanie. Zwiększanie powiązań między klasami społecznymi wydaje się najbardziej obiecującą drogą do poprawy wskaźników mobilności ekonomicznej.

autorzy:
Newsletter
Skip to content